Że nie zawiodę, że cię nie zdradzę i zawsze będę przy tobie,
to tylko słowa w cukrze maczane, z których nie robisz nic sobie.
Dziś się zaklinasz, tuląc jej dłonie, jutro innej darujesz,
już tylko jedno mam skromne pytanie, czy ty w ogóle coś czujesz?
Słowa jak ptaki płyną w przestworza, znikają niczym mgła złudna,
za dwa dni nowe będzie kochanie, inną obwołasz, że cudna.
A kiedy nudą zawieje w mowie, kiedy zabraknie polotu
powracać będziesz ku dawnym marom, mówiąc, że tombak to złoto.
Jak wierzyć pustce, jak ufać złudzie, która ozdabia twe czoło,
może kto inny zrozumieć cię zdoła, mnie myśli nawet już bolą.
Uśmiech na drogę, słów miłych kilka i kres podróży powita,
może sam zadasz sobie pytanie, a może ktoś cię zapyta.
Coś ty uczynił z własnego życia? Kiczem żeś imię wypisał,
roztrwonił siebie za tanie ubranie, w które duszę dziś przybrał.
Politowania godnyś, żałości, co się schorzałym należy,
mieniąc się wielkim, toniesz w nicości, a życie przed siebie bieży.










