… i nie pytaj mnie czego szukam, nie wiem, nie chcę nawet wiedzieć, znajdę to wtedy ogłoszę to wszem i wobec, a na razie idę przed siebie i rozglądam się po tym życiu, raz zaciekawiona, to znowu z obrzydzeniem, ale idę. Nie zatrzymam się aż dojdę tam gdzie dojść mam. Usiądę wtedy na polnym kamieniu, wyciągnę zmęczone nogi, ogarnę przestrzeń wokół siebie i zastanowię się nad sensem, który gdzieś tam wlókł się za mną. Podsumuję całe zło i dobro sunące za mną jako cień nieodłączny, postawię kolejną kropkę nad swoim ” i ” i albo zapłaczę albo zaśmieję radośnie. I tak patrząc za siebie odnajdę to wszystko co znaleźć miałam, raz jeszcze spojrzę w oczy tym, których spotkać miałam, nadam im dawne imiona, otworzę słowa otrzymane w darze z ich ust, te puste i te pełne treści, rozważę kolejny raz obietnice, odmierzę kilometry tęsknoty, wstęgą snujące się jako zawiesina pomiędzy dniami straconymi, pokiwam głową współczując sobie, z pokorą i buntem. A na swe usprawiedliwienie powiem tylko, byłam jaka byłam, grałam wedle kart mi rozdanych, co mi dano- oddałam, nie byłam dłużna, nie krzywdziłam ale i krzywdzić siebie nie dozwalałam. A czego szukałam, kim byłam? Człowieka szukałam, będąc człowiekiem.
Na niezdobytych szczytach dni,
skalistych szczelin przemijania,
szept spadającej kropli krwi
i myśl upadła na kolana.
I czyn w połowie porzucony
modlitwą swoją, kajdan brzemię
i zatracony własny mit
jak porzucone ludzkie mienie.
Tej niepamięci snują dal
ostatnim tańcem otuleni,
upadłych marzeń depcząc szal
odchodzą do krainy cieni.
Na niezdobytych szczytach dni
w królestwie zbrodni przeciw sobie,
skalanych ust czerwienią lśni
wykuty napis – jam jest człowiek.
Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

