… i pochwalę się, że mam dosyć ciekawych sąsiadów. Nie są wścibscy ani też nachalni, ale lubią wiedzieć co w trawie piszczy. A z racji tego iż jestem wzywana do pracy o przeróżnych godzinach, ustaliłam z Miśkami, iż klucz od włości kładziemy zawsze w jedno miejsce, tak aby inni zainteresowani nie musieli pełnić warty pod drzwiami. O tym schowku wie również i moje rodzeństwo, nie zawsze mogą mnie zastać ale zawsze mogą się ugościć. Cóż, moja sąsiadka nie zna całej mojej rodziny, a ja nie widzę potrzeby przedstawiania ich jej. I właśnie ta nieznajomość twarzy stała się przyczyną sytuacji, kiedy to mój brat zmuszony został do odwrotu, dość nawet pośpiesznego, z moich włości. Jakiś czas temu przejeżdżał obok i zapragnął zrobić mi niespodziankę, tradycyjnie nie zastał nikogo, znając miejsce ukrycia klucza poczuł się panem sytuacji. Jak sam opowiadał, nie przypuszczał nawet, że z chwila wkroczenia na mój teren jest bacznie obserwowany, znikąd, jak twierdził, pojawiła się jakaś baba z maczugą i zaczęła na niego wrzeszczeć. Wymachiwała tym drągiem i darła się na całą okolicę, nawet nie próbował nic mówić, tylko szybko odwrócił się i darł przed siebie, bo to wiadomo co szalonej do głowy strzeli? Długo wspomnienie tego było powodem do salw wesołości. Ostatnio moi sąsiedzi wybudowali sobie domek, raczej domisko, ogólnie wszystko przebiegło sprawnie i terminowo, jedynie dach nastręcza im kłopot. Raz trzeci już zdejmują dachówkę, czy to wina materiału, czy też wykonawcy, kiedy nadciągają deszcze u nich w środku również leje się. Nie przytoczę błogosławieństw jakimi darzą i naturę i ludzi. Ostatnio ekipa spręża się, spręża o ile sąsiadka czuwa, a gdy tylko zniknie w otchłani domu, oni również znikają gdzieś w zaułkach. Nie raz z ciekawością spoglądałam na ich pracę i zastanawiałam, czy pracują na godziny. No cóż, pomysłowość sąsiadki przeszła moje oczekiwania, a znając ją wiedziałam, że coś wymyśli aby zdopingować załogę, tak więc kiedy to nad dachem zaległa błoga cisza, a zza schodów unosił się tylko błękitny dymek, wyszła niosąc radio, a kiedy poczuła na sobie zdumiony wzrok panów, rzekła:- no to może radia maryja posłuchamy? I można wierzyć bądź nie, ale żadna zachęta bardziej nie podziałała, panowie momentalnie odnaleźli swoje narzędzia i do końca dnia nie zauważyłam aby obijali się solidnie. I szczerzę pisząc, mnie również tym zaskoczyła, no bo co jak co ale aż takiej mocy z tego radia nie spodziewałabym się. Cóż, człowiek dziwi się całe życie, za każdym razem coraz mocniej.
Dodaj komentarz
Brak komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

