Poprzez liści złotych szelest, poprzez myśli nurt zerwany,
byłeś drogi krętej celem, dziś przesmykiem poplątanym.
Tyle słów umarło na nic, tyle spojrzeń precz wygnano,
tyle pytań nie zadanych, jakiś sens nam odebrano.
Powiedz miły, warto było. szarość wnosić w tęczy drżenie?
Nie prosiłam, nie błagałam, ważne było serca tchnienie.
Rozpalałam mrok radością, wygaszałam smutek dnia,
trwałam poprzez zniechęcenie, byłeś tam gdzie byłam ja.
Myśl zabita dłoń ścisnęła, uśmiech w kpinie nadal trwa,
głośno śmieje się marzenie, co nam dzień jutrzejszy da?
Rozłączyły się nam cienie, ciernie wbiły ostrza swe,
zapomniało się cierpienie, idę tam gdzie nie ma mnie.
Poprzez liści opadanie, w zimnym blasku sen swój śnić,
czernią zasnuć miłowanie, być czy nie być, trwać czy żyć?
Skruszy chłód kolor nadziei, biel otuli każdą łzę,
będą jutra z nas się śmiały, czy zaufam- nie, już nie.
2 komentarzy
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack


ładny wiersz… podoba mi się…
Dziękuję.