… i pytam po raz enty, kiedy już przepełni się ten puchar, co! Ile to można tak pędzić i pędzić? Nie mam już sił, buńczuczne resztki uporu nie pozwalają upaść na kolana i załkać. Nie można być słabym, przetrwają tylko silni. Tylko czy ja chcę przetrwać? Czy naprawdę tego pragnę? Po co mi to, w imię czego i dla kogo? Każdego dnia czuję jak stalowy pancerz zaciska mą duszę, krępuje myśli, zniewala chłodem. Czuły dotyk przemienia krew w lód, zniknąć, odejść w niepamięć, przestać istnieć, czy o to w tym wszystkim chodzi? Czoło na dłoniach nie pulsuje, usta wykrzywia drwina, ot tyle wywalczyłam, tyle mam. Siwy włos śmieje się rubasznie, to jego powitanie, już przybył, czas zacząć odliczać czas, przyśpieszyć kroku, dołożyć starań, adrenalina, wyścig z czasem już się rozpoczął. Ostatnia prosta, z daleka widać już metę. Jeszcze tylko parę uderzeń serca, kilka oddechów i zakończy się ta cała tragikomedia. Pozostanie pusta scena, kicz.
Dodaj komentarz
Brak komentarzy.

