Przyjaciel

 

DSC01690

” Nawet najlepszy przyjaciel, jakiego człowiek ma na świecie, może zwrócić się przeciwko niemu i stać się jego wrogiem. Syn czy córka, rodzone dziecko chowane z miłością i pieczołowitością, może okazać się niewdzięczne. Ci, co są dla nas najbliżsi i najdrożsi, ci, w których z ufnością lokujemy nasze szczęście i dobre imię, mogą zawieść naszą wiarę, Majątek jaki człowiek posiada może zniknąć; pieniądz zwykle ucieka wówczas, gdy się go najbardziej potrzebuje. Dobre imię można stracić w jednej chwili źle przemyślanego czynu. Ludzie, którzy są gotowi płaszczyć się to hołdzie przed nami, gdy powodzenie nam sprzyja, ci sami ludzie mogą być pierwszymi, którzy cisną w nas kamieniem złości, gdy chmury niepowodzenia skłębią się nad naszymi głowami.

 Jedynym, całkowicie pozbawionym egoizmu przyjacielem, jakiego człowiek może mieć w tym egoistycznym świecie, jedynym, który go nigdy nie opuści, jedynym, który nigdy nie odpłaci niewdzięcznością i zdradą, jest jego pies. Pies jest razem z właścicielem w dobrobycie i w nędzy, w zdrowiu i w chorobie. Będzie on spał na zimnej ziemi, gdzie lodowate wiatry wieją, a śnieg zacina okrutnie, aby tylko pozostać w pobliżu swego pana. Będzie on całował rękę, która nie ma dla niego pożywienia; będzie lizał rany i blizny, jakie nabywa się w zmaganiach z przeciwnościami tego świata. Strzeże on snu swego pana-nędzarza, jak gdyby był on księciem. Gdy wszyscy inni przyjaciele opuszczą, on zostanie. Gdy skarby ulecą, a sława legnie, on pozostanie tak stały w swej miłości, jak słońce w swej podróży po niebiosach.

  Jeśli los uczyni pana wyrzutkiem świata, bez przyjaciół i bez domu, wierny pies nie poprosi o większą łaskę, jak o prawo towarzyszenia mu w niedoli, by strzec go przed niebezpieczeństwem, by walczyć z jego nieprzyjaciółmi. A gdy przyjdzie chwila ostatniego aktu i śmierć weźmie pana w swoje objęcia, a jego ciało legnie w zimnej ziemi, nie jest ważne, że wszyscy inni przyjaciele pójdą swoimi drogami; tam, u grobu, pozostanie szlachetny pies, z głową wtuloną między łapy, o oczach smutnych, lecz otwartych w bacznej czujności, wierny i szczery nawet w śmierci.”

 

   Szukając informacji o rasie pieska, którego sobie sprawiłam, znalazłam ten cytat, zaszkliły się oczęta, coś ścisnęło pod żebrami. Znalazłam źródło tekstu. Mój piesek jest rozwydrzony, rozpieszczony jak tylko można rozpieścić psa nie odbierając mu jego psiej dumy, a uwierzcie ma ją jak ta lala, jak już się fochnie to na cały dzień, jedynie długi spacer potrafi go udobruchać. Ale też ma i ogromne serce, tak cieszyć się z powrotu domowników nie potrafi nikt, tak czekać tylko on. Cóż, ów cytat powiedział wszystko, co ja tu będę wymyślała, osobiście podpisuję się sercem pod nim.

Bez tytułu

846WPA_1825

Czego szukam depcząc wciąż gwiazdy,

za czym gnam niestrudzenie w mrok,

dawno, dawno przestałam już marzyć,

marsz ku mecie, za krokiem krok.

 

Umęczone posnęły nadzieje,

zgrzyta w głosie stalowy ton,

świat się kręci i życie szaleje,

serce ciepło otula szron.

 

Może gdzieś tam zmyliłam drogę,

może kiedyś wybrałam nie tak,

może jeszcze coś zrobić mogę,

lecz ochoty do tańca już brak.

 

Tak jak wczoraj, znikają nadzieje,

coraz  smutniej śpiewa mi las,

jeszcze dzień mi po nocy dnieje,

czas spoczynku nadszedł, już czas.

 

Po co uśmiech oblekam na usta,

czymże  jeszcze zaskoczy mnie los,

mym kochankiem rozkoszna pustka

a posłaniem ironii stos.

Tak jakoś

 

724691c90025934a4bc214a6

Nie chciałam zapomnieć a jednak

tak jakoś nic już nie czuję,

zmęczona myśl się pałęta

i nicość naszą wskazuje.

Gdzieś dramat nam się zagubił,

łzy pobłądziły zelżone,

kolejna życiowa komedia,

gram śmiechu, co nic nie kosztuje.

Ot tyle zostało z tej bajki,

książęce zszarzały kolory,

okruchy sczerstwiałej pajdy

zbutwiałe rozpadły splendory.

Tak jakoś to nawet nie razi,

lepiej gdy nic się nie czuje,

nie bolą usta od śmiechu,

jutro jak wczoraj smakuje.

Zobojętniałe spojrzenia

unoszą czas ponad nami,

i kręci się dalej ziemia

i jakoś z nią my się kręcimy.

Nie patrząc wstecz

images3

 

Może kiedyś odwrócę głowę,

zakurzony odświeżę szlak,

powiem sobie: wciąż jeszcze mogę,

ubrać uśmiech, powiedzieć: tak.

 

Może nawet przez krótką chwilę,

zechcę wrócić na tamtą drogę,

dzisiaj jeszcze przede mną tyle,

nie chcę witać, ani też mogę.

 

Jeszcze tylko przemycę skrycie

dotyk serca skradziony rankiem,

jeszcze tylko zniknę o świcie,

nasycona nocą, kochankiem.

 

Tylko jeszcze ubiorę w kpinę

ból co łzami spływa z ust obcych,

w mgle przyszłości znów się rozpłynę,

nie czekając dni lepszych i gorszych.

 

Może kiedyś powiem: dla ciebie

z mrokiem wiodłam o życie spory,

na jałowym, bezdusznym stepie,

przystroiłam duszę w kolory.

Stal

smutek

Czasem tylko sczerniałym słowem,

pogrezdany zostaje czas,

nisko jakoś opuszczasz głowę,

smutne szczęście dla siebie grasz.

 

To nie boli, jesteś ze stali,

każde słowo uleci gdzieś w dal,

już ranili cię duzi i mali,

tul do serca pozorów szal.

 

Wiesz kim jesteś, brnij więc przed siebie,

gdzieś tam z tyłu uwiędły żal,

o poranku ptaki na niebie,

złożą w darze swej pieśni graal.

 

Jeszcze jutro ciężkie westchnienie,

serce spyta: dlaczego tak,

niepotrzebne nikomu cierpienie

i dalszego ciągu już brak.

 

Bywa czasem, że słowem zabijasz,

niepozorne, truje jak jad,

schładzasz oczy, lodem spowijasz,

duszę znaczy kolejny ślad..

 

Jesteś silny, tyle przetrwałeś,

cóż tam w plecy kolejny cios,

już z niejednym złem się zmagałeś,

w końcu kiedyś przytuli cię los.

 

Małe, puchate

  DSC01665

DSC01670

DSC01671

DSC01672

DSC01673

DSC01674

Wiersz dla mnie

 

 

240_fractal17

Przez pocałunki martwych dni,

przez pieśń łańcuchów opętania,

napływa z dali ciszy błysk,

namiastka jutra, zmartwychwstania.

 

Sennym odbiciem skusi jeszcze,

wczorajsza obietnica trwania,

odległa jak z dzieciństwa baśnie,

trwała lekkością bańka mydlana.

 

Przez to co nigdy być nie miało,

co się w uporze zasiedziało,

uwiędłych łodyg bielą róż,

spojrzało w dal i uleciało.

 

Z otchłani zawiedzionych snów,

poprzez jałowość bytowania,

zanika  czyśćca tęskny syk,

w niewielkiej dawce miłowania.

 

  • Po drugiej stronie marzeń, po słowa drugiej stronie,
    gdzie sny umarłe płaczą, gdzie zaciśnięte dłonie,
    gdzie ból na tronie z lęków, koszmarem włada żywych,
    po drugiej stronie lustra, nie szukaj tam szczęśliwych.

    O pomoc tam nie wołaj, otchłań pochwyci słowa,
    czułości lodem skuje, zaniknie serca mowa,
    marmurem w duszę włoży, co światłem w Tobie było,
    po drugiej stronie życia, nie pytaj co to miłość.

    Nie pytaj, dokąd droga w ciemności poprowadzi,
    nie ufaj blasku gwiazd, tajemnic mrok nie zdradzi,
    nie szukaj w nich dobroci, człowieka w sobie samym,
    po tamtej stronie siebie w pokera z piekłem gramy.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.